To mamy kolejny faul start... - tak modny w sporcie zwrot.
Każdy chybiony co do czasu początek jakiegoś biegu, skoku czy czegokolwiek innego traktowany był tak jakby naprawdę nie istniał. Faktycznie nie był brany pod uwagę jako zjawisko związane z aktualną rzeczywistością. Wrzucony w niebyt wysiłek nie przedstawiał sobą żadnej wartości, nie ważne jakim wynikiem byłby zakończony. Faul start to w końcu tylko faul i tyle.
[Tym razem prawie prawie zwiedziłam Łódź - a dawno tam nie byłam.
Ale... (jak głosi to pewna reklama - na marginesie mówiąc to taka całkiem całkiem sobie) prawie robi wielką różnicę ;) ]
Poniżej coś, czego faulem w żaden sposób nazwać nie można. Piękne Kwiecie polskiego narodu zagubione w naszej swojskiej jarzębinie.
Malwa i czerwone korale
... 1...
4 lutego 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz