2 czerwca 2011

Wielki powrót małymi kroczkami czyniony

"O czym tu pisać?! Nie mam pojęcia!
Więc zamiast zanudzać wstawię tylko zdjęcia..."
(fajny poeta, tylko głowa nie ta ;D)

Wiele się zdarzyło, wiele się stało, ale pisać o tym nie chcę i nie będę.
Przeszłość nie jest po to, by w niej tkwić, a teraźniejszość, żeby z niej gapić się wciąż do tyłu...

Siedzę w biurze, projektuję sobie... projekty, zamiary, myśli i czyny. I siebie. Professional Designer ze mnie jeszcze nie jest w tej materii, ale kto wie, kto wie ;)

Układam, przekładam, porządkuję, choć sezon wiosennego szału sprzątania już za nami. Ale cóż... lepiej późno niż nigdy.
Chciałam coś wesołego wstawić, ale chyba się jednak dziś nie wysilę. Kofeiny mi trzeba, a tej pod ręką brak, co akurat na dobre mi wyjdzie.
Co by nie zanudzać dalej, wezmę sobie powyższy cytat do serca i już się zamykam i wstawiam poniżej zdjęcia.


Szczęście różne miny przybiera

8 października 2008

Ludzie listy piszą...?

No właśnie - dobre pytanie. Ludzie piszą jeszcze listy?
Tak piękny jak i zaniedbany w dzisiejszych czasach jest to proceder. A szkoda i to wielka.
Poczta elektroniczna, komunikatory, SMSy z super komórek (które jeszcze tylko nie potrafią ciągle drapać po plecach)... wszystkie te specyfiki zepchnęły korespondencję "analogową" do zakurzonego świata legend.
Ciągle zdarza się jeszcze, że nieliczni szczęśliwcy mają okazję obejrzeć to, wyłaniające się z czeluści przeszłości, niebywałe zjawisko - ale to już naprawdę rzadkość. Tradycyjne listy są na wyginięciu i powinny być jak najbardziej objęte patronatem UNESCO.
Umiera w naszym "nowym" świecie tak piękny zwyczaj. Aż smutno mi się na to patrzy. Pieczołowicie zapisywane litery, starannie wybierane słowa, dopieszczone zdania, dobrana papeteria, indywidualny charakter pisma - to wszystko tworzyło razem niepowtarzalny, niecodzienny klimat. Jakoś ciężko odnaleźć mi to w dzisiejszych e-mailach czy SMSach. Naszpikowane skrótami, okraszone beznamiętną komputerową czcionką i z często doklejoną reklamą - O MATKO!
Na treść wiadomości (bynajmniej w mojej skrzynce elektronicznej) narzekać nie mogę, ale ileż ona traci stając się tylko zbiorowiskiem czarnych, niczym się nie wyróżniających mróweczek na białym ekranie...

Już nie chcę się rozpisywać o wszechobecnych dowodach dysleksji i wtórnego analfabetyzmu na forach, blogach, rozmowach z komunikatorów internetowych - to już inna i jeszcze smutniejsza historia.

A kiedyś to było takie święto, gdy znalazłam list w skrzynce - tej normalnej, blaszanej, nadniszczonej skrzynce na klatce schodowej.


Upadek mody

27 września 2008

Nie moje... choć może jednak troszkę moje

Ludzi od Aniołów różni posiadanie wolnej woli... no i może brak skrzydeł jeszcze ;)
Ma to swoje plusy i minusy. Możliwość dokonywania wyborów przez całe swoje życie wiąże się z wolnością, ale nie zawsze może taką radosną.
Podejmowanie decyzji bywa niekiedy bardzo kłopotliwe - szczególnie, gdy pragnie się dwóch rzeczy na raz. Człowiek miota się jak ten potępieniec, próbując zdecydować, co będzie lepsze. W takich sytuacjach Anioły nie powinny być zazdrosne, naprawdę!
Przyszłości nie znamy (choć niektórzy twierdzą inaczej, ale mniejsza o to), więc też nie mamy pewności, że wybór jest dla nas korzystny. Najgorzej, gdy okazuje się że nie trafiliśmy z decyzją, a czasu już się niestety nie cofnie.
Gdyby tak poznać system "dokonywanie tylko trafnych wyborów" i, co jeszcze trudniejsze, móc stosować go później w życiu...
Podobno istnieje coś takiego jak wybór konieczny. Jest tak oczywisty, logiczny i bezdyskusyjny, że nie pozostawia żadnych wątpliwości. Czystym uporem i oślą głupotą jest mu się przeciwstawiać. Czyli "ktoś"/"coś" odwala za nas brudną robotę, a my już spokojnie możemy położyć się spać - problem przecież jest już rozwiązany. Ach... gdyby tak było zawsze, przez całe życie... 
Tylko wtedy od Aniołów różniły by nas już tylko skrzydła...

Hmm...
Photo by Marcin Kirsz

7 września 2008

Księżniczka

BAJKA

„O smutnym dziewczęciu

i księciu wybawcy” 


Była sobie raz dziewczynka

piękna jak kwiat polny

Lecz nie miała samochodu

problem był ogromny

Był też sobie pewien książę

jak sam heros mężny

Miał on wtyki niebywałe

rozum bardzo prężny

Gdy usłyszał o dziewczęcia

ogromnej niedoli

Sprężył wszystkie dobre moce

siłą swojej woli

Wnet samochód jej załatwił

cudny, lśniący, piękny

Dziewczę rękę mu oddało

rozdział jest zamknięty



Sesja z Siostrą






23 sierpnia 2008

Wielki problem małego wiaderka

Walka z samym sobą, pokonanie swoich słabości, to jest nie lada wyczyn.
Ale walka o siebie, by nie spać w przepaść, w której roztrzaska się całe, tak skrzętnie zbierane Jestestwo - to dopiero masakra. A najgorsze jest to paraliżujące uczucie ześlizgujących się ze skarpy palców...
(szkoda, że nikt nie pomoże... bo też i kto wie, że spadam...)

Wrócić do tych cudnych czasów, kiedy wszystko dopiero się tworzyło - czasów troski o łopatkę, wiaderko i swoje miejsce w piaskownicy... wrócić tam, gdzie niebo było zawsze niebieskie, a słońce uśmiechało się złotem z góry...

Czasy wolnością i słodką drożdżówką okraszone








7 maja 2008

Przerwa techniczna... z Samurajem w tle

W czasie aktualnym działalność na blogu została zawieszona [czego chyba zresztą nie można było nie zauważyć ;)] ze względów... no właśnie... ymmm... technicznych.

Nie oznacza to jednak, że nie powrócę z wielkim hukiem, by załatać powstałą czarną dziurę, która zionie zdecydowaną nudą. Ja po prostu zawsze wracam - jak natrętna mucha.

Lecz kiedy to nastąpi, to chyba nawet najmądrzejsi Górale nie wiedzą... więc tym bardziej ja też nie mam pojęcia.

Ale żeby nie było tak nijako i tak tylko gołosłownie... poniżej zamieszczam kilka zdjęć, które za uprzejmą nie-zgodą Szanwnego Modela mogą pokazać przyczajonego Smoka ukrytego za Tygrysem.


Weapon of the mass destruction









3 marca 2008

Kultura musi być!!

Nie ma to jak proste i klarowne zasady, które pozwalają wieść sielskie i spokojne życie w zgodnej społeczności sąsiedzkiej...
W końcu to stolica, a przykład winien iść przecież z góry ;)

Wyprowadzanie psów ciszą nocną ze szkodą dla smyczy i kagańców oraz odpowiadanie rodziców za wyrządzone dzieci obowiązuje tylko w godzinach 22:00 - 6:00.

Proste reguły








2 marca 2008

Nie to, że chcę się czepiać...

"Dzieci wychowywane przez rodziców, którzy przyjęli święty sakrament małżeństwa nie wykazują problemów wychowawczych, ich rozwój psychofizyczny przebiega prawidłowo, są grzeczniejsze i mądrzejsze, niż potomstwo ludzi, którzy żyją bez ślubu. Dzieci wychowywane przez partnerów, a nie małżonków, mają problemy z koncentracją, przyswajaniem wiedzy i rozwojem zdolności manualnych, są niespokojne i trudne do ułożenia. Różnice te zauważalne są już w wieku przedszkolnym."
[Fragment artykułu (o tym, co jest ważne dla prawidłowego rozwoju dziecka) umieszczonego na tablicy informacyjnej parafii jednego z kościołów rzymsko-katolickich.]


Moja Babcia zawsze powtarza mi, że - tak już od pokoleń - dzieci są zazwyczaj inteligentniejsze i bardziej pojętne od swoich rodziców. Wiele na to faktycznie wskazuje. Ale żeby dzisiejszy niemowlak, czy nawet kilkuletni szkrab wiedział czym jest ślub kościelny i pojmował jego istotę i wagę na tyle, by brak tego sakramentu odcisnął tak silne i okrutne piętno na jego psychice, to bym się nie spodziewała, naprawdę...

Absurdy nas chyba nigdy nie opuszczą! Może to i lepiej - na pewno niekiedy weselej ;)

Kolory jesieni

1 marca 2008

Van Gogh by się nie powstydził

Zrobiłam - jak to pewien polski Szkot z Afryki mawia - sztampowe zdjęcia.
To znaczy sfotografowałam zachód słońca. Ale nie byle jakie - bo zimowy... i z mojego balkonu ;)

Słoneczko przez cały dzień kryło się za ciężkimi chmurami, by wieczorem, w akcie zadośćuczynienia, popisać się swoimi malarskimi zdolnościami. Czuję się usatysfakcjonowana :)

Akwarelą po niebie











P.S. Farfoclu - dzięki za przypomnienie :*

29 lutego 2008

Rozpuszczone ptaszyska

Szczyt wszystkiego!!! SKANDAL!!! Po prostu anarchia i bandytyzm!!!
W ulice wkradł się nieład, po chodnikach toczył się nierząd, bezprawie urządzało sobie piknik w alejach metropolii. Chaos ogarnął całe miasto: parki, szkoły, urzędy, sklepy, blok(g)i, drogi...
Obraz istnie piekielny!

...
I jeszcze te wróble! Paskudne pierzaste kurduple!!!
(Co się z tymi zwierzętami dzieje!!!)

Zimno było na dworze, wiatr wiał, że aż gwizdało. Ale mimo tych niesprzyjających warunków, opatulona po szyję, wzięłam nasionka i wyszłam na ziąb. Śnieg leżał na zmarzniętej ziemi, roślinki trwały wciąż w głębokim śnie zimowym. Jedynie szczebiot małych ptaszków ciągle nie ustawał.
(Wredne paskudy!)
Poszłam na ogródek, by ludzki ruch nie przeszkadzał. Rzuciłam garść ziarenek. Posypały się na ziemię. Zero reakcji. Ptaszyska jak siedziały na gałęziach, tak posiedzenia nie przerwały. Nie zauważyć mego miłosiernego gestu nie mogły, bo usadowiły się jakieś 2 metry ode mnie. Cóż - sypnęłam darmową wyżerką ponownie. I nic. Gapiły się na mnie jak na głupka jakiegoś. Sypnęłam ponownie i cofnęłam się kilka kroków. Może płoszyłam je zbytnią swą bliskością. Ale gdzie tam!! Nawet ogonami nie machnęły. Już zaczęły mnie drażnić, ale nic to. Sypnęłam ponownie i jeszcze raz i jeszcze... aż zapasy mi się skończyły. A one nic!
Wystałam się tam chyba z pół godziny, łapki mi przemarzły, nos odmroziłam i na nic to wszystko. A miała być taka piękna sesja stadka wróbelków radośnie dziobiących ziarenka. Ehhh...

Ze zdjęć nici, moje miłosierdzie zostało poważnie nadwyrężone, a ziarenka słonecznika, które nota bene sama chętnie bym sobie zjadła, leżą niezmiennie w tym samym miejscu upamiętniając to smutne zderzenie istoty ludzkiej z "dziką" naturą...


Za to został mi jak najbardziej ujarzmiony i udomowiony bałwan i choinka jak z bajki - cała w śniegu. (Ale wróbli już nie lubię!)

Zima jak marzenie