29 lutego 2008

Rozpuszczone ptaszyska

Szczyt wszystkiego!!! SKANDAL!!! Po prostu anarchia i bandytyzm!!!
W ulice wkradł się nieład, po chodnikach toczył się nierząd, bezprawie urządzało sobie piknik w alejach metropolii. Chaos ogarnął całe miasto: parki, szkoły, urzędy, sklepy, blok(g)i, drogi...
Obraz istnie piekielny!

...
I jeszcze te wróble! Paskudne pierzaste kurduple!!!
(Co się z tymi zwierzętami dzieje!!!)

Zimno było na dworze, wiatr wiał, że aż gwizdało. Ale mimo tych niesprzyjających warunków, opatulona po szyję, wzięłam nasionka i wyszłam na ziąb. Śnieg leżał na zmarzniętej ziemi, roślinki trwały wciąż w głębokim śnie zimowym. Jedynie szczebiot małych ptaszków ciągle nie ustawał.
(Wredne paskudy!)
Poszłam na ogródek, by ludzki ruch nie przeszkadzał. Rzuciłam garść ziarenek. Posypały się na ziemię. Zero reakcji. Ptaszyska jak siedziały na gałęziach, tak posiedzenia nie przerwały. Nie zauważyć mego miłosiernego gestu nie mogły, bo usadowiły się jakieś 2 metry ode mnie. Cóż - sypnęłam darmową wyżerką ponownie. I nic. Gapiły się na mnie jak na głupka jakiegoś. Sypnęłam ponownie i cofnęłam się kilka kroków. Może płoszyłam je zbytnią swą bliskością. Ale gdzie tam!! Nawet ogonami nie machnęły. Już zaczęły mnie drażnić, ale nic to. Sypnęłam ponownie i jeszcze raz i jeszcze... aż zapasy mi się skończyły. A one nic!
Wystałam się tam chyba z pół godziny, łapki mi przemarzły, nos odmroziłam i na nic to wszystko. A miała być taka piękna sesja stadka wróbelków radośnie dziobiących ziarenka. Ehhh...

Ze zdjęć nici, moje miłosierdzie zostało poważnie nadwyrężone, a ziarenka słonecznika, które nota bene sama chętnie bym sobie zjadła, leżą niezmiennie w tym samym miejscu upamiętniając to smutne zderzenie istoty ludzkiej z "dziką" naturą...


Za to został mi jak najbardziej ujarzmiony i udomowiony bałwan i choinka jak z bajki - cała w śniegu. (Ale wróbli już nie lubię!)

Zima jak marzenie




27 lutego 2008

Ehh... gdzie te zimy??!!

W tym roku zdarzył nam się "przestępczy" - jak zwykłam mawiać w dzieciństwie - luty.
Podobno jest to miesiąc, kiedy należałoby podkuć buty, ale nie tym razem. Ludowe powiedzenie aktualnie traci swą moc.
Ostatni mój rok obfitował w dziwne zmiany temperatury, natężenia promieni słonecznych, skoków ciśnienia i prędkości wiatru, w wyniku czego mój zegar biologiczny zupełnie się już rozregulował. Można by mu wmówić, że za kilka dni nadejdzie piękna złota jesień i uwierzyłby.
Niedługo [chlip :( ] znajdę się w strefie niezidentyfikowanej pory roku (bo tam ciągle jest pochmurno, pada i wieje) i już zupełnie zgłupieję, w którym miejscu kalendarza powinnam szukać daty dnia aktualnego.
A ja tak tęsknię za zimą... - śliczną, białą zimą... :( Tak dawno jej już nie widziałam i długo jej pewnie jeszcze nie zobaczę... raczej.

Całe szczęście zdążyłam uchwycić te kilka zrywów zimy i jej śnieżnych dni aparatem. Będę miała przynajmniej kilka utrwalonych wspomnień na później.

Ale żeby nie było tak ponuro, to trzeba zauważyć coś optymistycznego. Na przykład to: piękną mamy wiosnę tej zimy ;)

Poniżej widok z mojego okna [już niedługo nie będzie to aktualne zdjątko ;( ].

Mini-Zamieć


22 lutego 2008

Podróże kształcą (?)

Zbytki, zabytki, pałace (kultury i bzdury), góry, lasy siedmiomilowe, krasnale, Sasnale, szczekacze i inne stwory, zjazdy, zajazdy, pociągi i odrzuty - oto, co może spotkać człowieka w przeciągu zaledwie tygodnia.
Trzeba tylko uważać, żeby nie złapać w tym przeciągu choróbska jakiegoś. Podobno teraz sezon grypowy w pełni.
Trzeba też uważać, by nie spotkać znajomego już Chochlika. Nieuważny turysta-statysta (taki jak ja) mógłby to gorzko przypłacić. Nie jest pewne czy tym razem pierniczki by wystarczyły...

La Pirate

15 lutego 2008

Na kraniec Świata i dalej

Ucieczka wbrew pozorom nie jest najlepszym sposobem na uniknięcie kłopotów.
Ale stanąć twarzą w twarz z problemem to niekiedy wyzwanie ponad mizerne ludzkie siły.

Jednak zwrócić całą energię przeciwko złemu losowi i pokonać w walce obrzydliwego smoka jest największą rozkoszą wymęczonego człowieka.

Koło życia z Hamy


9 lutego 2008

Wielkich powrotów ciąg dalszy

Łup, trzask, prask, bum... wyskoczył mały rogaty chochlik z mądrej głowy [przecież że nie z mojej ;)].
Jego złośliwy uśmieszek nie wróży nic dobrego... Coś mała zmora knuje.

Ale może jednak da się udobruchać słodkimi pierniczkami - wygląda na łasucha ;)

Home sweet home


8 lutego 2008

Smutne ludzi zachowania

Ile to już mądrych i mądrzejszych głów traciło wieki na szukanie odpowiedzi na jedno bardzo z pozoru proste pytanie: kim jest człowiek - jaka jest jego istota?
Kto jest niezbyt rozsądny niech szuka sobie dalej.
Można określić cechy biologiczne, jakieś predyspozycje psychiczne i umysłowe homo sapiens itp. itd., ale szukać istoty człowieka - próżny trud.
Nawet nie chodzi o indywidualne doświadczenia jakie każdy z nas ma okazję czerpać pełnymi garściami. Sami jesteśmy ludźmi i żyjemy otoczeni społeczeństwem - nie ma więc możliwości nie ocierać się ciągle o istotę człowieka. Ale ocierać się, a zrozumieć to jest wielka różnica.
Pesymiści mogliby twierdzić, że u podstaw człowieczeństwa leży małostkowość i egoizm, które są przyczyną wszelkiego zła. Optymiści obalą ten mit mówiąc o wzniosłości, poświęceniu i dobru, które tkwi w każdym z nas. Inni znajdą coś zupełnie odmiennego. Wspólna konkluzja wydaje się być niemożliwa. Ja nie mam ochoty się kłócić i uczestniczyć w bezpłodnych dyskusjach.
Jedno wiem - człowiek potrafi być w takiej samej mierze bezinteresownie wielkoduszny i okrutny zarazem. To właśnie jest - abstrahując już od ogólnego obrazu istoty ludzkiej - jedna z pewniejszych rzeczy, które można powiedzieć o każdym bliźnim.
Różne cechy, w tym właśnie owe okrucieństwo, potrafię jakoś przegryźć, ale jednego za żadne skarby świata nie potrafię znieść w drugim człowieku - bezdennej, bezinteresownej głupoty. Nie chodzi mi o brak wiedzy, rozsądku itp., lecz o bezmyślne zachowania, w których nie widać nawet cienia refleksji nad ewentualnymi konsekwencjami czynu. Jest to dla mnie zło w najczystszej postaci.
Drażni mnie po prostu emocjonalny niedorozwój pseudo-dorosłych osób! Wrrr...

... Wykrzyczałam swoje - teraz już mi lepiej.
Viva internet!!! Viva blog!!! ;))))

A propos jeszcze powyższego - tak na marginesie - czyż jednak nie na stawianiu pytań i poszukiwaniach ich rozwiązania polega istota zdobywania wiedzy? :)


Teraz coś łagodniejszego i zarazem jak najbardziej odczłowieczonego. W końcu to zdjęcia mają być tu najważniejsze ;)

... i żeby nie było, że zima pozbawiona jest barw:

Kolory zimy










6 lutego 2008

A to wszystko nie tak, nie tak, nie to...

Tyle czasu przechodziłam przez swoje miasto, jak przez coś zupełnie oczywistego. Mieszkałam w nim przecież ponad dwadzieścia lat. Wychowałam się wśród jego budynków, parków, zabytków. Wydawało mi się, że je naprawdę dobrze znam i niczym mnie już nie zaskoczy.
Jednak od kiedy aparat stał się moim trzecim okiem [niekiedy trochę zezującym ;) ale wciąż w jakiś sposób obrazującym to, co widzę] rzeczy, miejsca powoli odkrywają swoje inne oblicze.
Może brzmi to wszystko trochę mdło, banalnie i jak paplanie natchnionego pomyleńca; wiem, że piszę o tak oczywistych sprawach - na świat, który dobrze znamy, tak naprawdę można patrzeć w zupełnie inny sposób - ale właśnie ta oczywistość, której wcześniej nie dostrzegałam, niedawno napadła mnie i nie pozwala o sobie nie myśleć.
Jak ja przez tyle lat mogłam nie widzieć czegoś, co aż mi świeciło przed oczami?!!
Ale często bywa, że rzeczy najbardziej widoczne i proste, najtrudniej zobaczyć :)

Tym jakże wzniosłym ;) i filozoficznym ;) akcentem zakończę owo mdłe i banalne paplanie natchnionego pomyleńca, a poniżej zamieszczam obraz pomnika, który niezmienny stoi ciągle w tym samym miejscu, a dopiero teraz tak naprawdę go zobaczyłam. Postaci trochę przyprószone świeżutkim śniegiem, ale w końcu to prawo zimy, a ich twarze i tak mają zostać bezimienne. (Mniejsza już o to, że jest on pozostałością minionego "złotego" systemu, ale przynajmniej idea przyświecająca jego powstawaniu była prawa.)

Kamienni żołnierze






4 lutego 2008

Chlip

Ehhh... głowa boli, po prostu głowa boli... :(((

Jeden po raz drugi

To mamy kolejny faul start... - tak modny w sporcie zwrot.
Każdy chybiony co do czasu początek jakiegoś biegu, skoku czy czegokolwiek innego traktowany był tak jakby naprawdę nie istniał. Faktycznie nie był brany pod uwagę jako zjawisko związane z aktualną rzeczywistością. Wrzucony w niebyt wysiłek nie przedstawiał sobą żadnej wartości, nie ważne jakim wynikiem byłby zakończony. Faul start to w końcu tylko faul i tyle.

[Tym razem prawie prawie zwiedziłam Łódź - a dawno tam nie byłam.
Ale... (jak głosi to pewna reklama - na marginesie mówiąc to taka całkiem całkiem sobie) prawie robi wielką różnicę ;) ]

Poniżej coś, czego faulem w żaden sposób nazwać nie można. Piękne Kwiecie polskiego narodu zagubione w naszej swojskiej jarzębinie.

Malwa i czerwone korale



... 1...

3 lutego 2008

Still far far away from here

Szerokie horyzonty, widok z lotu ptaka - wszystko jak na dłoni.
Tylko szczegóły tak niewyraźne i dalekie...

Widok



... 1...

2 lutego 2008

Regresji ciąg dalszy

Niestety stan mojej mocy pozostał bez większych zmian.
Pocieszające są dwie rzeczy - pierwsza dla mnie druga dla Szanownego Czytelnika:
1) brak wszelkich ruchów w zasobie moich sił wskazuje jednak na to, że wskaźnik nie spada już niżej ;)
2) przynajmniej w tym stanie niemocy mam na tyle zdrowego rozsądku, by nie zabierać się za pisanie czegokolwiek - to by mogło mieć tragiczne w skutkach konsekwencje dla ludzkości ;))

... 2...

1 lutego 2008

Echo w pustce

Najmocniej przepraszam za brak zdjęć, ale jestem aktualnie w stanie zdecydowanie wskazującym... na kompletny brak mocy.
Mam nadzieję, że już całkiem niedługo to nadrobię, bo i sama już siebie ledwie wytrzymuję.

... 3...