W tym roku zdarzył nam się "przestępczy" - jak zwykłam mawiać w dzieciństwie - luty.
Podobno jest to miesiąc, kiedy należałoby podkuć buty, ale nie tym razem. Ludowe powiedzenie aktualnie traci swą moc.
Ostatni mój rok obfitował w dziwne zmiany temperatury, natężenia promieni słonecznych, skoków ciśnienia i prędkości wiatru, w wyniku czego mój zegar biologiczny zupełnie się już rozregulował. Można by mu wmówić, że za kilka dni nadejdzie piękna złota jesień i uwierzyłby.
Niedługo [chlip :( ] znajdę się w strefie niezidentyfikowanej pory roku (bo tam ciągle jest pochmurno, pada i wieje) i już zupełnie zgłupieję, w którym miejscu kalendarza powinnam szukać daty dnia aktualnego.
A ja tak tęsknię za zimą... - śliczną, białą zimą... :( Tak dawno jej już nie widziałam i długo jej pewnie jeszcze nie zobaczę... raczej.
Całe szczęście zdążyłam uchwycić te kilka zrywów zimy i jej śnieżnych dni aparatem. Będę miała przynajmniej kilka utrwalonych wspomnień na później.
Ale żeby nie było tak ponuro, to trzeba zauważyć coś optymistycznego. Na przykład to: piękną mamy wiosnę tej zimy ;)
Poniżej widok z mojego okna [już niedługo nie będzie to aktualne zdjątko ;( ].
Mini-Zamieć
27 lutego 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz