Dziś zostałam "zaatakowana" miłosiernym gestem. Mniejsza już, o co dokładnie chodziło - ważne jest to, że ludzie, aczkolwiek niekiedy może w troszkę pokraczny sposób, chcą i potrafią ciągle troszczyć się o siebie nawzajem.
Mimo zupełnego braku wszelkich koligacji rodzinnych czy towarzyskich miła starsza Pani postanowiła wspomóc "biedne dziewczę" (jak wdzięcznie zostałam określona). Wbrew pozorom i mylnemu zrozumieniu sytuacji przez ową życzliwą Panią, nie spełniałam warunków osoby potrzebującej. Jednak zaistniałe zdarzenie wywindowało poziom mojego dobrego humoru i sympatycznego rozbawienia na wyżyny, dodało skrzydeł i dolało jeszcze więcej oliwy do mojego naiwnego, lecz gorącego ognia.
Tą prostą naiwność - wiarę w drugiego człowieka, ludzie często nazywają współcześnie "głupotą", ja nazywam to "nadzieją".
Skoro o ludziach tak wiele zostało powyżej napisane, to nie bądźmy już monotematyczni.
Dziś obrazy z cyklu "a teraz coś z zupełnie innej beczki":
Jak pies z kotem... i nie tylko
10 stycznia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz