"Cisza na morzu, wicher dmie, za chwilę bałwan odezwie się, a tym bałwanem będzie ten..."
Nie ma chyba brzdąca czy też dzieciaka na emeryturze (czyli mniej lub bardziej dorosłego członka naszego pięknego społeczeństwa), które by nie znało tej przedszkolnej zabawy. Nawet jeśli ktoś ominął ten jakże uroczy przedsionek edukacji szkolnej, zapewne i tak wie, o czym mowa.Był to świetny sposób na uciszenie choć na chwilkę gromady rozbrykanych dzieci. W końcu żadne nie chciało zostać bałwanem - toć to hańba dla całej rodziny na cztery pokolenia do przodu i psa. Z czasem jednak duża część byłych przedszkolaków zaniedbywała groźbę wstydu w razie odezwania się w nieodpowiednim momencie. Czym dalej ich życie zagłębiało się w otchłanie wieku, tym mniej czcigodnych obywateli pamiętało zakończenie wierszyka.
I jaki mamy tego efekt??
Nie trzeba się wcale trudzić, by znaleźć dowody tych moich dywagacji... wystarczy włączyć po prostu telewizyjną Dwójkę na czas emisji obrad Sejmu. A to jest tylko mała próbka tego, co Polak potrafi... niestety.
Cisza... na morzu


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz