Była to popularna forma wizualno-werbalna pewnej gazetki - Bravo Girl. Ach... kiedy to było... ;)))) Tak na marginesie - ktoś w ogóle wie, czy wciąż jest w sprzedaży???
Ale wracając do tematu... dziś coś, czego jeszcze tu nie było: fotostory w moim wydaniu ;)
Nie będzie to oczywiście tak profesjonalna i wysokich lotów robota, jak we wspomnianym tytule, ale gdzież mi do tej klasy zawodników ;)))))
Niespodziewany gość
Wyłoniła się z jakiegoś zakamarka dziwnych wyobrażeń, czarnej dziury myśli. Zdecydowanie nie mogła być zjawiskiem pochodzącym z realnego świata, choć teoretycznie byłoby to możliwe. Ale skąd biedronka w połowie stycznia?!!!!
Po prostu - to nie była zwykła biedronka, o czym miałam się już za chwilę przekonać.
Osłupiała, ciągle niedowierzając temu, co widzę wpatrywałam się w maleńkiego gościa. Ona patrzyła na mnie, a ja na nią. Trwało to jakąś chwilę i pewnie ciągnęłoby się w nieskonczoność, gdyby nie przerwał tego podirytowany głos owada:
- Biedronki nie widziałaś?!
Szczęka z poziomu biurka opadła mi na podłogę...
- No widziałam, ale jeszcze nie słyszałam...
- Dobra! Koniec tych wstępów. Podnieś mnie bliżej do siebie, bo zaraz głos stracę od tego wydzierania się.
Byłam posłuszna jak szeregowiec.
- No! Napatrzyłaś się już?! Czemu wy zawsze tak samo durnie reagujecie?!
Moja odpowiedź była bardzo elokwentna:
- Yyyyy...
- Ok! Nie ważne! Wyjaśnijmy sobie na początku jedną sprawę - na pewno nie polecę Ci nigdzie po żaden kawałek chleba. Jak jesteś głodna skocz sobie do piekarni. Ja tu w innej sprawie...
Biedroneczka pokręciła się, spojrzała mi w oczy i kontynuowała:
- Jak gadam lubię sobie chodzić, więc ty uważaj żebym nie spadła z twojej nieporadnej łapy i słuchaj, bo dwa razy powtarzała nie będę. No i zamknij w końcu tą buzię, bo ci mucha wpadnie!
Moja odpowiedź była bardzo elokwentna:
- Yyyyy...
- Ok! Nie ważne! Wyjaśnijmy sobie na początku jedną sprawę - na pewno nie polecę Ci nigdzie po żaden kawałek chleba. Jak jesteś głodna skocz sobie do piekarni. Ja tu w innej sprawie...
Biedroneczka pokręciła się, spojrzała mi w oczy i kontynuowała:
- Jak gadam lubię sobie chodzić, więc ty uważaj żebym nie spadła z twojej nieporadnej łapy i słuchaj, bo dwa razy powtarzała nie będę. No i zamknij w końcu tą buzię, bo ci mucha wpadnie!
- Wiesz, mam chyba najnudniejszą robotę we wszechświecie. Nie najgorszą, bo na przykład takiej szczoteczce do zębów nie zazdroszczę, ale ciągle jednak najnudniejszą. A wiesz co robię?
- No... piekarzem na pewno nie jesteś, bo chleba nie chcesz dawać.
- Hmmm...? Ciekawe jak żeś to wydedukowała - powiedziała nie bez cienia ironii. - Nie pyskuj tylko słuchaj! Nie dość, że muszę odwalać takie nudy, to jeszcze się nadenerwuję!
- Przepraszam.

- Ja jestem od tych spraw, co się tyczą wyborów i rozterek. A dokładniej mówiąc, co taki niezdecydowany delikwent ma ze sobą zrobić w życiu, żeby coś jednak zrobić, a nie przesiedzieć bezczynnie dziesiątki lat lub, co gorsza, męczyć się z jakimś bezsensownym zajęciem. A najnudniejsze w tym jest właśnie to, że muszę obwieszczać rzeczy oczywiste.
- Przecież to wszystko widać jak na dłoni, kto do czego się zrodził. No ale cóż - niektórym trzeba nawet słońce w pogodny dzień odnóżem wskazywać.
- Więc teraz przyszłam tutaj, bo z ciebie beznadziejny przypadek jest i sama nie dasz rady. Włącz mózg! Będę mówić co i jak ma być...

- To ja już skończyłam i spadam! Nie zagaduj mnie. Nie wiesz nawet ile jeszcze roboty dziś przede mną.
Jak powiedziała, tak też zrobiła. "Spadła" z mojej ręki na biurko, pomachała mi jeszcze skrzydełkiem na pożegnanie i najzwyczajniej w świecie poszła sobie tak samo jak przyszła - nie wiadomo gdzie, znikając mi z oczu nie wiadomo kiedy.
Ani chleba, ani przesłania...
Z całego tego owadziego obwieszczenia prawdy świetlistej usłyszałam tylko "brrr...", "wrrr..." i "zzz..." wiertarki sąsiada, a to niestety nie za wiele mi mówi.
Przynajmniej pocieszające jest to, że jednak istnieje coś, do czego się nadaję. Mogę robić coś w życiu czerpiąc z tego zadowolenie, a zarazem móc utrzymać dzięki temu rodzinę...
A co?? Jeszcze nie wiem... ale się dowiem!!!
(Mały przypis:
Biedroneczka faktycznie zaskoczyła mnie swoim pojawieniem się. Może taka rozgadana nie była, ale jednak mnie zaskoczyła ;) Raz, że pora roku nie ta, dwa - mój pokój to w końcu nie łąka pełna kwiecia, a po trzecie primo - właśnie musiałam pilnie wyjść. Tak więc zdjęcia robiłam na jednej ręce trzymając "modelkę", drugą naciskając spust migawki, a zębami zakładając sweter, buty i kurtkę. W związku z tym proszę wybaczyć, że nie są one z najwyższej półki. Forma wyszła słabo, ale chyba treść trochę to nadrabia ;)
A jeśli chodzi o historyjkę, to podobno za pomocą mitologii niegdyś tłumaczono sobie świat. Dlaczego więc dziś nie sięgnąć poza granice rozsądnego realizmu i dzięki swojej wybujałej wyobraźni zrozumieć nagłe pojawienie się w połowie stycznia małej biedroneczki.)
- No... piekarzem na pewno nie jesteś, bo chleba nie chcesz dawać.
- Hmmm...? Ciekawe jak żeś to wydedukowała - powiedziała nie bez cienia ironii. - Nie pyskuj tylko słuchaj! Nie dość, że muszę odwalać takie nudy, to jeszcze się nadenerwuję!
- Przepraszam.

- Dobra, dobra. Nie gadaj tylko się skoncentruj! Jestem biedronką, co pomaga tym, co już sobie pomóc nie potrafią. Ale nie pomagam we wszystkim, bo w końcu jedna jestem, nie?!
Trochę mnie łaskotało, jak tak chodziła sobie po mojej dłoni marudząc te swoje złośliwości. Ale minę miałam pełną powagi i skupienia, by nie drażnić jej już bardziej.
Trochę mnie łaskotało, jak tak chodziła sobie po mojej dłoni marudząc te swoje złośliwości. Ale minę miałam pełną powagi i skupienia, by nie drażnić jej już bardziej.
- Ja jestem od tych spraw, co się tyczą wyborów i rozterek. A dokładniej mówiąc, co taki niezdecydowany delikwent ma ze sobą zrobić w życiu, żeby coś jednak zrobić, a nie przesiedzieć bezczynnie dziesiątki lat lub, co gorsza, męczyć się z jakimś bezsensownym zajęciem. A najnudniejsze w tym jest właśnie to, że muszę obwieszczać rzeczy oczywiste.
- Przecież to wszystko widać jak na dłoni, kto do czego się zrodził. No ale cóż - niektórym trzeba nawet słońce w pogodny dzień odnóżem wskazywać.
- Więc teraz przyszłam tutaj, bo z ciebie beznadziejny przypadek jest i sama nie dasz rady. Włącz mózg! Będę mówić co i jak ma być...

- ... tym, co czynić powinnaś w życiu według swojego przeznaczenia, zdolności i chęci jest...
Ale żeby nie było mi tak łatwo i aby mój odwieczny problem nie rozwiązał się tak banalnie, kochany sąsiad, który wyczuł chwilę jak jeszcze nigdy, postanowił kolejną dziurę w tym dokładnie momencie wyborować w swojej ścianie. Ma chyba ambicje zrobić z niej artystyczną metaforę sera szwajcarskiego.
Hałas w końcu ustał i zdążyłam jeszcze usłyszeć:
- ... i to da ci szczęście, zadowolenie i dochód. I to tyle!
- Ale czy mogłabyś jednak...
Ale żeby nie było mi tak łatwo i aby mój odwieczny problem nie rozwiązał się tak banalnie, kochany sąsiad, który wyczuł chwilę jak jeszcze nigdy, postanowił kolejną dziurę w tym dokładnie momencie wyborować w swojej ścianie. Ma chyba ambicje zrobić z niej artystyczną metaforę sera szwajcarskiego.
Hałas w końcu ustał i zdążyłam jeszcze usłyszeć:
- ... i to da ci szczęście, zadowolenie i dochód. I to tyle!
- Ale czy mogłabyś jednak...
- To ja już skończyłam i spadam! Nie zagaduj mnie. Nie wiesz nawet ile jeszcze roboty dziś przede mną.
Jak powiedziała, tak też zrobiła. "Spadła" z mojej ręki na biurko, pomachała mi jeszcze skrzydełkiem na pożegnanie i najzwyczajniej w świecie poszła sobie tak samo jak przyszła - nie wiadomo gdzie, znikając mi z oczu nie wiadomo kiedy.
Ani chleba, ani przesłania...
Z całego tego owadziego obwieszczenia prawdy świetlistej usłyszałam tylko "brrr...", "wrrr..." i "zzz..." wiertarki sąsiada, a to niestety nie za wiele mi mówi.
Przynajmniej pocieszające jest to, że jednak istnieje coś, do czego się nadaję. Mogę robić coś w życiu czerpiąc z tego zadowolenie, a zarazem móc utrzymać dzięki temu rodzinę...
A co?? Jeszcze nie wiem... ale się dowiem!!!
(Mały przypis:
Biedroneczka faktycznie zaskoczyła mnie swoim pojawieniem się. Może taka rozgadana nie była, ale jednak mnie zaskoczyła ;) Raz, że pora roku nie ta, dwa - mój pokój to w końcu nie łąka pełna kwiecia, a po trzecie primo - właśnie musiałam pilnie wyjść. Tak więc zdjęcia robiłam na jednej ręce trzymając "modelkę", drugą naciskając spust migawki, a zębami zakładając sweter, buty i kurtkę. W związku z tym proszę wybaczyć, że nie są one z najwyższej półki. Forma wyszła słabo, ale chyba treść trochę to nadrabia ;)
A jeśli chodzi o historyjkę, to podobno za pomocą mitologii niegdyś tłumaczono sobie świat. Dlaczego więc dziś nie sięgnąć poza granice rozsądnego realizmu i dzięki swojej wybujałej wyobraźni zrozumieć nagłe pojawienie się w połowie stycznia małej biedroneczki.)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz