21 stycznia 2008

Puch marny

Uciekłam dziś jak szczur z tonącego okrętu. Myślałam tylko o własnym ogonie.
Czuję się z tym podle.

Cywilnej odwagi nie starczyło mi, by stanąć twarzą w twarz z nieubłaganym Losem. Zamiast dumnie wypiąć pierś i przyjąć ciosy, odwróciłam się i zrobiłam susa na względnie bezpieczną szalupę.

Ale, jak to w życiu bywa (choć wciąż nader rzadko) - dosięgła mnie może i niewidząca, ale sprawiedliwa Temida.
Szalupa okazała się dziurawa...

I tak oto zostałam sama przez się nabita w butelkę.


Zamiast Dżina w lampie




Brak komentarzy: