20 stycznia 2008

ŻURAWIE PRACUJĄCE STOLICY!!!

"Słodkie" czasy PRL-u dla pokolenia '80 nie są tak strasznym wspomnieniem, jak dla ludzi, których świat w roku szalonego wyżu demograficznego nie kończył się już jedynie na pieluchach tetrowych i wymęczonych pluszowych misiach.
Dla mnie czas Polski Ludowej to lekcje historii, opowieści Rodziców i wystane osobiście kolejki po kawę i cukier - dogorywające resztki wcześniejszego "stylu" życia.
Mamy już XXI wiek, ale echo tamtych czasów wciąż odbija się między ulicami, domami i ludźmi. Tylko dziś polega to w większości na wyszukiwaniu smaczków komunistycznej propagandy, prześciganiu się w tekstach z "Misia" czy też stylu retro w pubach.
Ale tak to już jest - z czasem emocje tracą na swej sile, a ludzie, którzy je w sobie nosili sami popadają w błogie zapomnienie lub zwyczajnie, by nie być wbrew naturze, odchodzą. Tym, co faktycznie zostaje są materialni, namacalni świadkowie minionych czasów (w tym przypadku między innymi plakaty, broszury, kroniki filmowe) i anegdoty, które przetrwają wieki.

Na jedną z takich ciekawostek natrafiłam ostatnio w miejscu, w którym najmniej chyba spodziewałabym się znaleźć jakikolwiek odnośnik do Polski czasów "dobrobytu i równości" - w książce o Afryce. Ale w końcu, skoro Polaka spotkać można w każdym zakątku świata, czemu nie miałoby być swojskiego akcentu w opisie Czarnego Kontynentu?!
Sprawa tyczy się jednego z komunistycznych narzędzi sprawowania władzy - cenzury. Zaplątany w to wszystko jest także mój niegdysiejszy "czarny koń" słowa pisanego - Joseph Conrad. (Z czasem musiał, jednak bez uszczerbku dla siebie samego, podzielić się swoim tronem z kilkoma innymi mistrzami pióra.) Powiązań tych można doszukiwać się ze względu na jego polskie korzenie, ale nie tędy droga. Chodzi mianowicie o jedno z jego dzieł.
Mimo tego, że oficjalnie wiara katolicka nie była faworyzowana w czasach PRL-u, to najprawdopodobniej względy moralne i jakieś wytyczne co do wychowania młodzieży w czystości i abstynencji seksualnej (bynajmniej do określonych lat dojrzałości) były przyczynkiem tej jednak zabawnej sytuacji.
Już nie owijając wełny w bawełnę... Jedna z książek autora wzbudził takie kontrowersje w generalnym biurze do spraw cenzury, że uniemożliwiło to druk tekstu przez kilka lat. A o cóż takiego chodziło?? O wrogie , zakłamane treści? O nabijanie ludziom głów banialukami o pozytywnych stronach kapitalizmu? O jakikolwiek atak na jedyny słuszny system - komunizm?
Nie! Chodziło o tytuł: Jądro ciemności...
Wszelki dodatkowy komentarz uważam za zbyteczny ;)))))))


Przeskakując na zupełnie inny temat: ponownie fauna, tylko taka trochę "inna"...

Azjatyckie żurawie

Brak komentarzy: