Mam bardzo paskudną cechę, podobno czysto kobiecą wadę. Lubię wydawać pieniądze.
Na razie ograniczam się tylko do własnych nie zerkając chciwie na cudze.
Nieszczęśliwy może być jednak ten, który w przyszłości zechce mnie usidlić w cieple rodzinnym. W końcu kobieta zmienną jest - może mi się uczciwość wyłączyć i zechcę sięgać częściej do portfela owego biedaka zamiast swojego.
Ale to na razie przyszłość gęstą mgłą osnuta - nic mi o niej nie wiadomo, więc i skupiać się teraz na niej nie będę.
Gdyby nieodzowny memu życiu rozsądek opuścić mnie zechciał, z pewnością poszłabym z torbami. A torby te byłyby ciężkie i pękate mimo wszystko. Korci mnie niekiedy, by nie patrząc na wszelkie bilanse, dać ponieść się nałogowi.
W końcu pieniądze szczęścia nie dają, dopiero zakupy - jak mówiła blondynka wszech czasów M.M.
Święte słowa! :))))
W okrutny przymiot wyposażył Stwórca człowieka - pożądanie. Daje tyle uniesień i radości, ale nie zaspokojone jest nie do wytrzymania.
Teraz będę miotała się na łóżku śniąc o przedmiotach mych pragnień ;) Ach... biedna ty moja słaba duszo niewieścia!
Cóż takiego męczyć mnie będzie... ?? - znów znalazłam kilka książek, które przegryźć muszę. Koniecznie!
Hmmm... ciekawe jak ja się z nimi wszystkimi spakuję do Szkocji??? Cóż... chyba nie wezmę kozaczków ;)
Skoro już o Brochu nadmieniłam:
(wtajemniczeni wiedzą o czym mowa ;) )
Made in Broch
25 stycznia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz