9 stycznia 2008

Syryjskie pastwiska zielone piachem okraszone

Dzień tak pospiesznie przemknął obok mnie, że nawet nie zauważyłam kiedy mnie mijał. Nie umiem się ciągle zdecydować czy tkwię jeszcze w Dniu, czy już szukam swojego miejsca w Nocy. Oczywistym jest co wygra i przejmie mnie na te kilka godzin, ale w tej chwili mam nieodparte wrażenie, że zawieszona jestem w bardzo dziwnym miejscu, w niezbadanej przestrzeni czasu.
I muszę powiedzieć, że czuję się z tym, delikatnie to określając, nieswojo, wręcz głupio. No bo jak można się tak pogubić w czymś, co dokładnie odmierzane jest przez rytmiczne tyk, tyk tyk...
Widocznie moje talenta są nieograniczone - czego niekiedy żałuję. Ileż łatwiej byłoby nie wpadać w takie "dziury", z którymi nie wiadomo później co zrobić ani w jaką półkę świadomości je schować.
Pójdę sobie teraz do kącika i popluję sobie w nim zamyślając się nad moją sytuacją...

W ramach zadośćuczynienia dla cierpliwych Czytelników, których jeszcze nie zanudziło to, co powyżej zawarte zostało (bądź zanudziło, ale są zbyt dobrze wychowani, żeby przerywać komuś nawet "przytruwającą" wypowiedź) przedstawiam Jego:

Syryjski Pastuszek i Jego stadko












2 komentarze:

Cashley pisze...

fajne fotki, taki orientalizm, spokojem tryska pastuszek :)

Magdalena pisze...

Mam nadzieję, że w przyszłości będzie jeszcze bardziej orientalnie.
Na pewno się o to postaram ;)